Thursday, August 18, 2005

Jako liście, co wiatr miecie

.















Jako liście, co wiatr miecie,
Tak rozwiani my po świecie,
W domu własnym myśmy gośćmi!
A gdzie stąpniem – to za nami
Drogę naszą krwią i łzami
Lub własymi znacznym kośćmi....


Skazanćy szli na sybir w łancuchach, głowy mieli w połowe ostrzyzone, w połowe zgolone przy samej skórze. Dla ochrony od zimna dostawali pod czapkę rodzaj płóciennej szlafmycy: tak oszpeconych starli się rosjanie przemycać ulicami stolicy przed świtem. Mimo to widywano ich blade, niekiedy jakby pleśnią pokryte, bezzębne twarze i pokrawione ręce ze śladami powrozów na kiści. Co do takich była pewność, że znieśli katusze przy badaniach, że – przywiązani do tak zwanych kobył – zapoznali się z torturą nahajek.

Tymczasem zwycięzca pławił się w brudnej pianie trzumfu. Najniższe instinkta na wierzch; mętną falę szumowin, chciwów i okrutników nasyłał carat od wschodu. Nahajkami i kontrybucjami wzmuszano na ludności króleswa podpisywanie wiernopoddańczych adresów, udział na balach, a nawet chodzenie do teatru i udawanie wesołości. Nieraz więźniów-powstańców sprowadzano pod eskortą do sali zabaw, żeby oglądali swoje córki i żony w ramionach pijanych taneczników.

A biurokraci rosyjscy ściskali dłonie paniom, zabawiali się z chętnymi do tego damami, a swoje robili z całą systematycznością i zawziętością – kontrybucje, dekrety i egzekucje szły starym porządkiem.

0 comments: